piątek, 22 lipca 2016

• Rozdział Pierwszy •


Don't you cry tonight..







~ Z perspektywy Jess ~


Siedziałam nad rzeką, rozkoszując się pięknym zapachem, który rozprzestrzeniał się na całym obszarze. Czułam, jak moje ciało otula ciepło popołudniowych promieni słonecznych. Patrząc w niebo, rozmyślałam nad błędami, które popełniłam. Obok mnie leżał Michael. Mój najlepszy przyjaciel, a zarówno chłopak, którego kochałam jak nikogo innego. Byliśmy razem od dziecka. Opiekował się mną, a ja traktowałam go jak brata. Z czasem to przerodziło się w coś więcej. Dzięki niemu stałam się jeszcze szczęśliwszą osobą. To z nim przeżywałam wspaniałe chwile, ale i też najgorsze w życiu. Czułam, że nasza miłość jest wieczna i nikt jej nie rozdzieli.
— Pojedziesz ze mną, Mattem i Joan nad Jezioro? — zapytał, bawiąc się kosmykiem moich czarnych jak węgiel włosów.
— A kiedy? — zapytałam, uśmiechając się szeroko.
Michael był jedyną osobą, która swoją obecnością zawsze wywoływała uśmiech na mojej twarzy. Znałam go doskonale tak, jak jego rodzinę. Wiedziałam o jego problemach w domu. Brak ojca, głowy rodziny spowodował dużo problemów. Michael nie był jedynym dzieckiem Państwa McKaganów. Jego siódemka starszego rodzeństwa pomagała matce jak tylko mogła w sprawach finansowych i domowych. Michael często wspominał, że czuł się winny rozstaniu rodziców. Był najmłodszy, a to oznaczało kolejne wydatki i problemy, ale ja tak nie uważałam. Zawsze powtarzałam mu, że to tylko wybór rodziców.
— Może juro? — zapytał po chwili.
Zastanowiłam się chwilkę nad tym pomysłem i wydawał się znakomity. Z Mattem i Joan dogadywaliśmy się bardzo dobrze, wręcz czułam, że traktują mnie jak następną siostrę. W Ich rodzinie panowała niezwykle rodzinna i miła atmosfera.
— Zapytam rodziców, ale powinni się zgodzić. — odpowiedziałam, całując go w policzek, na co on odwzajemnił pocałunek.
Moi rodzice bardzo lubili Michaela, a także jego mamę i często zapraszali ich do nas i odwrotnie.
 — A twoi rodzice są w domu?
 — Nie, pojechali do pracy. — odpowiedziałam, kładąc się na zielonej trawie obok niego. Moi rodzice byli wspaniali, ale też chcieli zapewnić mi, a także sobie godne warunki, więc często pracowali. Mama była adwokatem i zawsze marzyłam, żeby być taka jak ona. Chciałam pomagać ludziom w trudnych sprawach życiowych. Tata zaś pracował w sklepie muzycznym, do którego często zaglądaliśmy z Michaelem.
Michael kochał muzykę, kochał grać tak jak jego rodzeństwo. Każdy z ich grał na jakimś instrumencie, można powiedzieć, że byli utalentowaną rodziną. Michaelowi przysługiwała perkusja, gitara i bas, na którym uczył się grać z pomocą brata Bruce. Opowiadał mi również, że jego babcia grała na perkusji w jakiś zespole, co było również niesamowite jak dla mnie. Jakoś nie umiałam grać i śpiewać. Nigdy też nie starałam się, by spróbować się nauczyć, bo wiedziałam, że nic z tego nie wyjdzie.
Kiedy tak spokojnie, leżeliśmy, rozkoszując się ciszą i spokojem, jaki tam panował, usłyszeliśmy głos, a raczej krzyk..? Kiedy podnieśliśmy się zobaczyliśmy Joan..?
— Jess! Jess! Chodź szybko! – krzyknęła, zatrzymując się, by złapać oddech. Popatrzyłam na Michaela zmieszana, nie wiedząc, o co chodzi.
— No, ale co się stało, pali się, czy co? — zaśmiałam się. Brunetka wzięła głęboki wdech i popatrzyła na mnie śmiertelnie poważnie.
— Twoi rodzice mieli wypadek! Chodź szybko! – krzyknęła.
 W pierwszej chwili nie wiedziałam, co robić. Kiedy dotarło do mnie to, co przed chwilą powiedziała, szybko wstałam i zaczęłam biec razem z nią. Michael ruszył za nami, ale w tamtym momencie nie patrzyłam za siebie. Chciałam jak najszybciej dotrzeć do szpitala i zobaczyć się z rodzicami. Biegłyśmy najszybciej, jak się dało, nie zatrzymując się nawet na sekundę. Moje serce biło jak oszalałe, a w głowie przez cały czas modliłam się o to, by im nic nie było.
Pokonałyśmy drogę do szpitala w ciągu 20 minut. Z każdym krokiem zbliżającym mnie do nich czułam wzrastające zdenerwowanie. Nie wiedziałam, w jaki są stanie i co się dokładnie stało. Na korytarzu zobaczyłam lekarza, więc podbiegłam do niego.
— Co z nimi?! Gdzie oni są?! – krzyknęłam, patrząc na mężczyznę. On wbił wzrok w podłogę i rozłożył ręce, ciężko wdychając.
— Przykro mi, ale obrażenia były zbyt ciężkie. — kiedy to powiedział, mój świat runął w okamgnieniu. Zaczęłam płakać, nie mogąc oswoić się z myślą, że ich już nie ma. Usiadłam na krześle, nie mogąc powstrzymać łez, które spływały po moich bladych policzkach.


~ Z perspektywy Michaela ~



Kiedy dotarłem do szpitala, nie wiedziałem gdzie mam iść. Nigdy nie lubiłem szpitali, jak i lekarzy, ale chciałem być teraz z Jess, ponieważ wiedziałem, że będzie potrzebowała kogoś bliskiego. Na jednym z korytarzy zauważyłem Joan przytulającą moją ukochaną. Podszedłem powoli do nich i zobaczyłem, że Jess jest w kompletnej rozsypce. Ukląkłem przy niej, dotykając jej mokrych od łez policzków. Jej brązowe oczy błyszczały jak nigdy. Widziałem w nich ból.
— Dlaczego teraz?! Czemu oni Michael, czemu? — zapytała, szlochając. Przytuliłem ją mocno, gładząc jej włosy.
 — Cii, wszystko będzie dobrze, zobaczysz. — odpowiedziałem, choć sam nie wiedziałem, co plotę. Jej rodzice odeszli zbyt szybko. Wiedziałem, że to wydarzenie zmieni Jess, tylko nie wiedziałem jak bardzo. Razem z Joan zabraliśmy ją do domu. Czułem się bezsilny i nie wiedziałem jak jej pomóc. Liczyłem na to, że sama moja obecność pomoże jej, chociaż trochę poczuć się lepiej. Nie odzywała się przez całą drogę i wcale jej się nie dziwiłem. Kiedy wróciliśmy do domu, nie chciała z nami rozmawiać. Zamknęła się w swoim pokoju, a ja przez zamknięte drzwi słyszałem jak płacze, nie mogąc się uspokoić.  Usiadłem na kanapie obok Joan, czując się bezsilny i przytłoczony tą sytuacją.
— Co teraz będzie?— zapytała Joan. Przetarłem twarz dłońmi, zastanawiając się, co jej odpowiedzieć. Sytuacja była beznadziejna. Jess nie miała tu nikogo innego. Żadnej rodziny.
— Nie mam pojęcia. Czuje się strasznie. Nie wiem jak mam jej pomóc. — odpowiedziałem, chwytając się za głowę. Moja siostra położyła mi rękę na ramieniu. Kiedy na nią popatrzyłem, poczułem się podniesiony na duchu.
— Wystarczy, że przy niej będziesz. — odpowiedziała. Bałem się, że nie zajmę się nią tak, jak trzeba. Teraz ja i moja rodzina byliśmy jej najbliższymi.
— Nie wiem, co teraz będzie, ale jeżeli się zgodzi, to wezmę ją do nas. Nie ma tu chyba nikogo innego, więc? — powiedziałem, patrząc w sufit. Moja siostra przez chwilę siedziała cicho, ale chwilę później wstała z kanapy, wzdychając.
— Słuchaj Michael, wiem, że ją kochasz, ale ona ma pewnie gdzieś dalszą rodzinę, która już wie o śmierci rodziców. Nie planuj nic, zanim to wszystko się nie ułoży. Wracam do domu, powiem mamie, co się stało.
— No dobra.— odpowiedziałem cicho.
Kiedy moja siostra wyszła, poszedłem do Bell. Otworzyłem powoli jej drzwi i zobaczyłem, że leży spokojnie na łóżku. Podszedłem do łóżka i klęknąłem, patrząc na jej bladą twarz. Odgarnąłem jej włosy, które przykleiły się do jej mokrych policzków. Patrząc na nią, nie mogłem pojąć, czemu ją to spotkało. Jakoś nie mogłem wyobrazić sobie, jak będzie wyglądało jej dalsze życie. Mając tylko siedemnaście lat, trudno jest sobie poradzić ze stratą rodziców. Nie wiem, czy strata mojego ojca, który był idiotą może się z tym równać.

1 komentarz:

  1. No hej, wpadłam i ja.
    Fajny rozdział, ale akcja strasznie szybko biegnie do przodu. Może więcej opisów? Nie zdążyłam się dobrze wczuć w tę rozpacz Jess, a tu koniec rozdziału. To na pewno trzeba poprawić, jak i błędy. Są literówki i dużo źle postawionych przecinków.
    Fajnie się zapowiada, lecę czytać dalej. ;)

    OdpowiedzUsuń