Siemaneczko!
Witam Was
po raz kolejny!
Dziękuje za wyświetlenia, komentarz, a
także za pomoc przy tekście.
Miłego czytania! :)
There is no doubt, you're in my heart now
~ Z perspektywy Jess ~
Obudziłam się dość wcześnie. Musiałam poukładać sobie wszystko na nowo.
Miałam rozpocząć nowy rozdział bez rodziców. Nie
mogłam zatrzymać pędzącego czasu. Siedziałam na łóżku ze zdjęciami, rozmyślając
nad tym, co powinnam zrobić. Czułam się spokojna. Zdawało mi się, że wszystkie
problemy zniknęły z mojego życia w ciągu jednego dnia. Wszystkie to może zbyt
wiele powiedziane, ale z pewnością te najcięższe. Pomimo tego, gdzieś w sobie czułam, że to
wydarzenie na zawsze pozostawiło ogromny ślad w moim sercu.
Kiedy wybiła dwunasta, wzięłam czystą
bieliznę i udałam się do łazienki. W domu było cicho, jednakże moje kroki
spowodowały, iż skrzypiące panele dały o sobie znać. Odnosiłam wrażenie, jakby
nieobecność ciotki w ogóle mi nie przeszkadzała. Miałam szczerą nadzieję, że
wyjechała, wróciła do siebie i w końcu zostawiła mnie w spokoju. Na samą myśl o
takim rozwoju spraw, na mojej twarzy pojawił się niepozorny uśmieszek.
Weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę.
Gdy stałam pod ciepłym strumieniem, który obmywał moje ciało, czułam, jakby
negatywne emocje, które przejmowały nade mną kontrolę przez ostatnie dni, ulatniały
się wraz z parującą wodą. Nie odczuwałam
już tego potwornego bólu, który dominował w moim życiu ostatnimi czasy. Wiedziałam,
że już nigdy się nie pogodzę się z utratą rodziców, lecz wiedziałam, że nie
będę w stanie normalnie funkcjonować, jeśli będę myśleć o ich śmierci przez
cały czas.
Gdy skończyłam się myć, ubrałam bieliznę
i wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafy białą koszulkę i potargane dżinsy.
Ubrałam je i wróciłam do łazienki. Stałam przed lustrem i uważnie ściągałam
bandaż z ręki. Obawiałam się, że rana będzie wyglądać tragicznie, ale na
szczęście tak nie było. Obmyłam delikatnie dłoń
i znów założyłam opatrunek. Rozczesując włosy, zastanawiałam się, co
przyniesie dzisiejszy dzień. Nastała środa. Nie zamierzałam wracać do szkoły do
końca tego tygodnia. Wiedziałam, że ominą mnie sprawdziany, ale nie obchodziło
mnie to. Chciałam spokojnie przebrnąć przez okres, który, jak dotychczas, był
najgorszym w moim życiu.
Kiedy zrobiłam się głodna, zeszłam na dół
do kuchni. Otworzyłam lodówkę i chwilę przed nią stałam zastanawiając się, co
zjeść. W końcu zdecydowałam się na kanapki z serem. Szybko je zrobiłam i
poszłam z talerzem do salonu. Przerażała mnie ta cisza, która wręcz dudniła mi
w uszach, więc włączyłam telewizor. Przeskakiwałam z kanału na kanał, aż w
końcu zostawiłam na jakiejś komedii. Pomyślałam, że może oglądając ją, trochę
się rozluźnię.
~ Z perspektywy Michaela ~
Siedzieliśmy razem
z Andym na historii, na której oglądaliśmy jakiś film. Zdecydowanie nie był to
mój ulubiony przedmiot, lecz sam fakt, iż stanowił on ostatnią godzinę lekcyjną
tego dnia, znacznie poprawiał mi humor. Chciałem jak najszybciej wyjść ze
szkoły i spotkać się z Bell. Nie wiedziałem jeszcze, co będziemy robić i gdzie
pójdziemy, ale miałem nadzieję, że uda mi się poprawić jej humor.
— Dzisiaj u Bena jest
impreza, podobno będzie miał jakiś towar. Idziesz, no nie? – zapytał Andy.
Przez chwilę zastanawiałem się, co mu odpowiedzieć. Miałem już plany na ten
dzień i nie chciałem ich zmieniać.
— Nie.
— Ej no to, kurwa, sam pójdę? — zapytał
zawiedzionym tonem.
— No, wybacz stary, ale jestem umówiony z
Jess.
— Ok, przeżyję.
— Czy kolegom w ostatniej ławce się
nudzi? — zapytał nagle nauczyciel.
— Nie. – odpowiedział Andy.
Zaśmiałem się tylko i wróciliśmy do
oglądania filmu. Wiedziałem, że Andy był zdenerwowany tym, że nie idę razem z
nim. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że zaniedbuje ostatnio
przyjaciela, ale chciałem, żeby też zrozumiał, że w życiu nie liczą się tylko
imprezy.
Kiedy zadzwonił dzwonek, wszyscy
wylecieli z klasy jak poparzeni. Pożegnałem się z Andym i ruszyłem do domu.
Pogoda była odpowiednia na spacer, więc pomyślałem, że żal byłoby z niej nie
skorzystać.
Po dwudziestu minutach byłem już pod
domem. Wszedłem do środka w dobrym humorze.
— Cześć! — krzyknąłem.
— Siemka.—odpowiedziała Joan.
Wszedłem po schodach do swojego pokoju i rzuciłem plecak w kąt. Przebrałem się
i zszedłem na dół. Poszedłem do kuchni, wyciągnąłem z lodówki sok i poszedłem
do salonu.
— Nie masz szklanki? — zapytała, a ja
pokiwałem przecząco głową.
— Gdzie mama?
— Pojechała na zakupy. —
odpowiedziała.
Siedzieliśmy w ciszy przerywanej rykiem
telewizora. Nie wiedziałem, co dziewczyny widziały w niektórych filmach, ale
postanowiłem się nie odzywać, aż do chwili, w której popatrzyłem na zegarek, który
wskazywał drugą godzinę.
— Dobra, ja idę.— powiedziałem,
wstając.
— Gdzie? — zapytała Joan.
Przeszedłem przez pokój i włożyłem szybko
buty.
— Po Jess.
— Przyjdziecie tu?
— Może. - odpowiedziałem szybko i
wyszedłem z domu.
Nie zwlekając, ruszyłem w stronę domu
dziewczyny. Po drodze cały czas zastanawiałem się, co zrobić, żeby zapomniała o
tych przykrych wydarzeniach. Oczywiście wiedziałem, że od razu i na siłę nic
nie zdziałam, ale chęci też się liczą.
Po pięciu minutach byłem już przed jej domem.
Czułem się trochę zdenerwowany. Bałem się, że znów zostanę wyrzucony przez tę starszą
kobietę. Na podjeździe nie było jednak samochodu, więc pomyślałem, że nie ma
się, o co martwić. Zadzwoniłem do drzwi, które po chwili otworzyła mi czarnowłosa.
— Tak wiem, spóźniłem się, ale tylko
trochę. — powiedziałem. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, co bardzo
mnie ucieszyło. Wszedłem do środka i przytuliłem ją bardzo mocno. Jej słodki
zapach po prostu mnie przyciągał.
— Jak się czujesz? — zapytałem, patrząc
jej w oczy. Dziewczyna westchnęła i spuściła wzrok w dół.
— Nie jest źle. Szczerze mówiąc, jest całkiem
dobrze. – oznajmiła , uśmiechając się od ucha do ucha.
— To dobrze. Jesteś sama?
— Tak, ciotka już chyba wyjechała. A przynajmniej
mam taką nadzieję. — odpowiedziała, zanosząc talerz do kuchni.
— Ja też. — przytaknąłem.
— Pójdę tylko po sweter i zaraz wyjdziemy,
ok? — zapytała, stając na schodach. Uśmiechnąłem się i pokiwałem twierdząco
głową.
Stałem z rękami w kieszeni, rozglądając
się wokół. Czułem się dziwnie. W domu Jess zawsze panowała tam ciepła
atmosfera, jednak od śmierci jej rodziców to wnętrze stało się zimne i ponure.
Po chwili z góry zeszła Jess w czarnym i
puchatym swetrze. Uśmiechnąłem się i otworzyłem przed nią drzwi.
— Gdzie idziemy? — zapytała. Gdy zamykała
drzwi na klucz, zauważyłem, że ma zawiniętą rękę.
— Co ci się stało? — zapytałem. Szatynka
spojrzała na nią zakłopotana.
— Nic takiego.
Kiedy mi odpowiedziała, czułem, że to mimo
wszystko nie jest „nic takiego”. Bałem się, że zaczęła się ciąć, lub coś
gorszego. Nigdy nie widziałem w tym sensu, by robić sobie blizny. Spojrzałem na
nią z poważną miną.
— A tak naprawdę? Chyba mi nie powiesz,
że się tniesz?!
Dziewczyna spojrzała na mnie jak na
wariata i się zaśmiała.
— Co? Pewnie, że nie. Stłukłam wczoraj
szklankę, no i... sam widzisz. – odpowiedziała, pokazując rękę. Wypuściłem
głośno powietrze z płuc i uśmiechnąłem się szeroko. Ulżyło mi, gdy to
wyjaśniła. Ufałem jej i nie mogłem sobie wyobrazić nawet tego, że mogłaby się okaleczać,
lecz wiedziałem, że śmierć jej rodziców mogła spowodować załamanie psychiczne,
przez które mogłaby to robić.
— To gdzie idziemy? — zapytała po chwili.
Westchnąłem cicho i podrapałem się po głowie.
— Wiesz co... sam nie wiem. – powiedziałem zmieszany.
Bell wywróciła oczami i lekko się uśmiechnęła, posyłając mi całusa w policzek.
Wziąłem ją za rękę i ruszyliśmy. Cieszyłem się, że widzę ją w tak dobrym
humorze. Doskonale widziałem, że to jeszcze nie jest ta sama Jess, ale i tak
wyglądała dużo lepiej, niż wcześniej.
Szliśmy w ciszy, która z każdym krokiem
zaczynała coraz bardziej mnie irytować. Dawniej potrafiliśmy rozmawiać o
różnych błahostkach życia codziennego, lecz teraz nie wiedziałem co powiedzieć,
by jej nie urazić.
— Piękny dzień. —westchnęła, biorąc
głęboki wdech.
— Jak na koniec listopada, to prawda,
całkiem ładny.
Nasza rozmowa była nienaturalna.
Rozmawiać o pogodzie? To całkiem bez sensu.
~ Z perspektywy Jess ~
Kiedy szliśmy przez
park w kompletnej ciszy, zastanawiałam się nad swoim zachowaniem. Ten dzień
miał być odskocznią i początkiem szczęścia, lecz nie mogłam jakoś znaleźć
dobrego tematu, który by mnie rozweselił. Wyczuwałam również, że nawet Michael
do końca nie wiedział, co mówić.
Usiedliśmy na ławce. Przytuliłam się do
niego, wsłuchując się w jego spokojny oddech i bicie serca. Zamknęłam oczy i
przestałam myśleć o smutku. Zrozumiałam, że jeśli będę tym żyć, to nigdy nie
odzyskam pozytywnego nastawienia do życia. W tym momencie coś do mnie wróciło.
Coś, co mi mówiło, że mam przestać myśleć i po prostu zacząć normalnie żyć.
Otworzyłam oczy i spojrzałam przed siebie. Cały park ozdobiony był jesiennymi
kolorami. Po trawie biegały małe dzieci, rozrzucają liście. Wokół mnie panowała
pozytywna energia, więc dlaczego miałam sama odbierać sobie to szczęście?
Popatrzyłam na Michaela i poczułam, że smutek odchodzi. Byłam w objęciach osoby
wspierającej mnie z całych sił i to było najważniejsze w tamtej chwili.
— Cieszę się, że jesteś ze mną. —
powiedziałam z uśmiechem.
— Wiesz, że zawsze będę. —
odpowiedział, całując mnie w czoło. Bardzo mocno wyczuwałam tę troskę, którą
mnie otaczał.
Kiedy tak siedzieliśmy, nagle z nieba
zaczął padać deszcz.
— Teraz? Naprawdę? – zagadnął, podnosząc
ręce do góry. Zaczęłam się głośno śmiać. — Śmieszy cię to? — zapytał z
uśmiechem.
— Tak! – krzyknęłam, nie przestając się
śmiać. Tego właśnie mi brakowało. Pozytywnego nastawienia w nieprzewidywanych
sytuacjach. Deszcz padał coraz mocniej. Michael pociągnął mnie za rękę i
zaczęliśmy biec. Uśmiech nie schodził z naszych twarzy i nie chciałam, żeby tak
się stało. Nie obchodził mnie deszcz, nie obchodziło mnie to, że zmoknę.
Obchodziło mnie to, że jest ze mną Michael i że nareszcie mogę się śmiać.
Gdy dobiegliśmy do jego domu, byliśmy okropnie
przemoczeni. Stanęliśmy pod drzwiami i spojrzeliśmy na siebie.
Nagle wszystko się zatrzymało.
Patrzyliśmy głęboko w swoje oczy, a wokół nas nie było niczego. Michael
subtelnie dotknął mojego policzka. Gdy zbliżaliśmy się twarzami do siebie, moje
serce przyspieszało. Czułam, że właśnie tej bliskości mi brakowało. Zamknęłam
oczy i czułam jak moje usta dotykają jego nieziemsko ciepłych warg. To była
chwila, której nie chciałam kończyć. Zaplotłam ręce na jego karku, a on
uniósł mnie w powietrzu. Po chwili jeden całus zamienił się w wiele namiętnych
pocałunków. Gdy zabrakło nam tchu, popatrzyliśmy na siebie z uśmiechem. W jego
oczach widziałam iskierkę wielkiego szczęścia, którym emanował.
— Odzyskałem cię..—szepnął, całując mnie
w policzek. Kiedy to powiedział, w moim sercu rozpalił się jakiś ogienek.
Wiedziałam, że nie ma już we mnie smutku i dobrze było mi z myślą, że Michael
to widzi.
Weszliśmy do ciepłego domu, w którym
słychać było śmiech dziewczyn. Kiedy ściągaliśmy bluzy, przyszła Joan. Na jej
twarzy widniał dziwny, cwaniacki uśmieszek. Zmarszczyłam brwi, patrząc na nią.
— No, co? — zapytałam.
— Widziałam... oj, widziałam i bardzo się
z tego powodu cieszę. – powiedziała podekscytowana. Zawstydziłam się i
założyłam pasmo mokrych włosów za ucho.
— Echem.. dobra, znikaj z tymi swoimi
uśmieszkami. – rzucił Michael.
— Ta... Chciałbyś... – odpowiedziała.
Michael wziął mnie za rękę i poszliśmy
razem do kuchni, gdzie była jego matka i reszta sióstr.
— Dzień dobry. — powiedziałam.
— Ooo! Jessie, kochanie. – zaczęła
kobieta, podchodząc i przytulając mnie. – Jak się czujesz?
— Ymm. Dobrze, dziękuje. – zapewniłam.
Usiadłam przy stole obok Carol, która malowała paznokcie.
— Zaraz kolacja. — zakomunikowała
wszystkim pani McKagan.
Do kuchni weszła Claudia – jedna z sióstr
Michaela. Kiedy mnie zobaczyła, na jej twarzy pojawiło się zakłopotanie i
obrzydzenie. Nie przepadała za mną i, prawdę mówiąc, nie wiedziałam, dlaczego tak
jest. Z każdym członkiem ich rodziny dogadywałam się bardzo dobrze, lecz z
Claudią nie potrafiłam znaleźć wspólnego języka. Jej niechęć i nienawiść do
mojej osoby pojawiła się w chwili, w której zbliżyłam się do Michaela. Byłyśmy
przyjaciółkami, lecz to ot, tak się zmieniło. Próbowałam z nią kilka razy
pogadać, ale wszystko na darmo. Zaczęłam sobie tłumaczyć, że jej nastawienie do
mnie miało uświadomić mnie w tym, że nie
chce, abym kradła jej brata.
~ Z perspektywy Michaela ~
Kiedy przyszła
Claudia, byłem pewny, że będzie dokuczać Jess. Nie wiedziałem, o co chodzi
mojej siostrze. Zachowywała się naprawdę paskudnie w stosunku do szatynki.
Kiedyś była cudowną siostrą, ale gdy dowiedziała się o naszym związku, zmieniła
nastawienie zarówno do mnie, jak i do czarnowłosej. Od tamtej chwili w naszym
domu cały czas zaogniały się kłótnie pomiędzy mną a moją siostrą.
— A ty co? Domu nie masz? – zapytała z
odrazą, nalewając sobie wody do szklanki. Zmierzyłem ją nienawistnym
spojrzeniem.
— Claudia nie zaczynaj..—skarciła ją mama,
stawiając talerze z kolacją na stole.
— Ja? Przecież nic nie robię. Chcę się
tylko dowiedzieć czy ta wywłoka, nie ma swojej rodziny, u której mogłaby się
żywić.
Nerwy z każdym jej słowem mnie
opuszczały. Próbowałem zachować spokój, ale niektóre uwagi mojej siostry były absolutnie
nie na miejscu.
— Możesz się zamknąć? — zapytałem. – Nikt
nie będzie jej zabraniał tu siedzieć, czy nawet jeść. To nie jest twoja sprawa,
więc jeśli nie chcesz siedzieć w naszym towarzystwie, to po prostu wyjdź! –
powiedziałem, podnosząc głos.
— Ja mam wyjść? Śmieszny jesteś. –
powiedziała, opierając się o stół. – Co? Rodzice cię z domu wyrzucili
biedaczku? – zapytała przesłodzonym głosem. Jess nie odpowiedziała, podobnie
jak żadne z nas. – Ojej… jak przykro…
Claudia nie wiedziała o śmierci rodziców szatynki.
Przez cały ten czas była na jakiejś kolonii i żałowałem tego, że nie została
tam jeszcze dłużej.
— Możesz się, do cholery, zamknąć?! —
krzyknąłem, nie mogąc powstrzymać w sobie tej złości, która zaczynała ogarniać
mój umysł.
— Pff… Nie wiem, jak ty możesz z nią być…
Patrząc na Jess, nie wiedziałem, co powinienem
zrobić. Wiedziałem, że słowa blondynki ją zabolały.
— Claudia... Rozumiem, że mnie nie
lubisz, ale nie musisz tego przez cały czas okazywać. – powiedziała szatynka.
— Dobra! Daruj sobie. – odpowiedziała z
nienawiścią.
— Claudia uspokój się natychmiast i
siadaj do kolacji! — krzyknęła mama.
— Nie mam zamiaru jeść przy jednym stole
razem z nią. – odpowiedziała i wyszła z kuchni. Zapanowała niekomfortowa cisza.
Moja mama była zakłopotana. Usiadła przy stole i popatrzyła ze smutną miną na czarnowłosą.
— Przepraszam cię za nią, zupełnie nie
wiem, dlaczego tak reaguje.
— W porządku. — odparła dziewczyna,
posyłając mojej rodzicielce słaby uśmiech.
— Słuchaj młoda… Nie przejmuj się nią. Ma
coś z głową. – powiedziała niespodziewanie Carol i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Mama, co prawda, nie była zadowolona, że mówimy tak o własnej siostrze, ale nie
skomentowała ani słowem naszego wybuchu. Kiedy rozpoczęliśmy spożywanie
posiłku, atmosfera znacznie się rozluźniła, choć po zachowaniu Jess widziałem,
że bardzo przejęła się tym wszystkim.
— Co u cioci? Zamieszkała z tobą? –
zapytała moja mama z uśmiechem.
— Nie widziałam jej od rana, a to chyba
znaczy, że wyjechała.
— No, ale jak to? Przecież nie mogła zostawić
cię samej. — rzuciła ze zdziwieniem kobieta.
Jess wzruszyła ramionami i powróciła do
swoich myśli. W sumie to było trochę dziwne, że dzień po pogrzebie jej ciotka tak
po prostu zniknęła.
Po kolacji wyszliśmy z domu. Chciałem pobyć
ze swoją dziewczyną sam na sam, z dala od rodziny i nieprzyjemnych kwestii,
które wzniecała moja siostra.
— Jess, skarbie, przepraszam cię za tę
idiotkę. Nie wiem, co jej strzeliło do głowy. – powiedziałem, czując się trochę
głupio.
— Powiedziała to, co chciała. Wiem, że
mnie nie lubi. – westchnęła ze zrezygnowaniem.
— Ale czasami mogłaby trzymać język za
zębami.
– Nie rozmawiajmy o niej. – odpowiedziała
spokojnie, choć wiedziałem, że nieco się poddenerwowała.
~ Z perspektywy Jess ~
Zaczynało się już
powoli ściemniać. Pokonaliśmy drogę w ciągu kilku minut. Doskonale wiedziałam,
gdzie idziemy. Było to wysokie wzgórze otoczone drzewami, ukazujące całe
miasto. Zawsze przychodziliśmy tam razem, porozmawiać lub podelektować się
swoją obecnością w ciszy. To było najlepsze miejsce, by odciąć się od zgiełku
miasta i ludzi. Nikt oprócz nas nie znał tego miejsca i w spokoju mogliśmy
przesiadywać tam całe dnie.
Gdy byliśmy już na miejscu, usiedliśmy na
skale, tuląc się do siebie. Przed nami rozciągała się piękna panorama miasta.
Światła rozświetlały ulice i różne zakątki Seattle.
— Mógłbym siedzieć tu całą noc. —
powiedział.
— A jakby zaczęło lać?
— To trudno. — zaśmiał się.
Wtuliłam się w chłopaka i zaczęłam zastanawiać
się nad przyszłością. Wszystko w moich oczach było duże. Nie wiedziałam, co
przyniosą kolejne dni, miesiące czy lata. Chciałam ułożyć sobie życie razem z
nim. Z facetem, który bez względu na wszystko jest zawsze ze mną.
Na niebie pojawiły się gwiazdy i księżyc,
który królował na granatowym tle. Czułam się niebiańsko. Problemy, z którymi
toczyłam wojnę, zniknęły i pozwoliły mi normalnie żyć.
— Zobacz, spadająca gwiazda. — powiedział
Michael, pokazując palcem smugę światła, która leciała po niebie, pięknie przy
tym błyszcząc. – Pomyśl życzenie.
Zamknęłam oczy i powtórzyłam sobie kilka
razy moje pragnienie.
— Jakie miałaś życzenie? — zapytał po
chwili ciszy.
— Nie
powiem ci, bo się nie spełni. – odpowiedziałam, śmiejąc się do niego. Michael
wywrócił oczami i pocałował mnie w policzek.
— No nie bądź taka… powiedz.
Uśmiechnęłam się szeroko i popatrzyłam w
niebo. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że popełniłam błąd, mówiąc mu to.
— No dobrze. Chciałabym tu zostać na
zawsze.
— Tu?
— W Seattle. — odpowiedziałam, patrząc mu
w oczy. – Razem z tobą.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i pokiwał
głową.
— A gdybym wyjechał?
— Gdzie?
— Nie wiem… do Los Angeles? — zapytał.
Wiele razy mi mówił, że chce tam wyjechać i zrobić coś z własnym życiem.
— To też bym wyjechała. — odpowiedziałam
z uśmiechem. - A ty? Czego sobie życzyłeś?
— Nie życzyłem sobie więcej niż mam.
Chciałbym po prostu być z tobą przez cały czas.
Dotknął delikatnie mojego policzka i
musnął z uczuciem moje usta. W tej chwili wiedziałam już, że nic nie może nas
złamać. Razem dawaliśmy sobie świetnie radę. Podtrzymywaliśmy się oboje na
duchu, bo wiedzieliśmy, że problemy i kłopoty codziennego życia nie mają
żadnego wpływu, jeśli ufamy sobie nawzajem i wspieramy się z całych sił.
Siedzieliśmy na wzgórzu już od blisko
godziny i powietrze zaczynało się robić coraz chłodniejsze. Grudzień zbliżał
się wielkimi krokami. Byłam ciekawa, jak będą wyglądać moje pierwsze święta bez
rodziców, ale z drugiej strony nie myślałam o tym przez cały czas.
— Jutro, jeżeli się uda, to też gdzieś
wyskoczymy. — powiedział, kiedy byliśmy już na mojej ulicy. Nie słuchałam go,
bo zafascynował mnie samochód stojący na podjeździe. Zmarszczyłam brwi i
patrzyłam cały czas w tamtą stronę. Światła w domu były zapalone, a to
znaczyło, że ciotka wróciła.
— Jess słuchasz mnie? – zapytał. Spojrzałam
na niego rozkojarzona.
— Ym…eee.. Przepraszam cię, co mówiłeś?
Chłopak zaśmiał się, wystawiając szereg
białych zębów.
— Nie ważne, przyjdę jutro. Dobranoc.
Pocałował mnie w policzek i odszedł.
Bałam się wejść do domu. Nie wiedziałam, dlaczego ciotki nie było cały dzień i
co tutaj robi.
Otworzyłam powoli drzwi i weszłam do
środka. Ściągnęłam buty i bluzę, po czym weszłam w głąb domu.
— No, w końcu jesteś. —odezwała się
Agnes.
— Co tu robisz? — zapytałam zdziwiona.
Kobieta popatrzyła na mnie jak na głupią i wzruszyła ramionami. — Siedzę, gdzie
byłaś?
— Nieważne. —machnęłam ręką i poszłam do
kuchni po sok. —A ty, gdzie byłaś przez cały
dzień?
— Miałam coś do załatwienia.
— Ach, no to… dobranoc. — rzuciłam na
odchodne, kierując się do swojego pokoju.
— Dobranoc.
Nasza rozmowa wydała mi się bardzo dziwna.
Agnes ciągle coś załatwiała i nie chciała mi powiedzieć, o co chodzi. Nie
interesowały mnie jej sprawy, ale z drugiej strony bardzo mnie ciekawiły. Miałam tylko nadzieję, że
niczego nie planuje.

