Heloł Wam wszystkim!
Drugi rozdział opowiadania już mamy. Pierwszy przeczytało trochę osób, lecz nie wiem, czy się Wam spodobał. Rozumiem, pierwsze rozdziały są nudne, ale to z czasem się zmieni. Jeśli przeczytacie ten, to bardzo prosiłabym o jakiś komentarz, który da mi odpowiedź, czy jest sens dodawać następne rozdziały. Jutro wyjeżdżam za granicę na tydzień i niestety nie będę mogła dodawać nowych rozdziałów.
Drugi rozdział opowiadania już mamy. Pierwszy przeczytało trochę osób, lecz nie wiem, czy się Wam spodobał. Rozumiem, pierwsze rozdziały są nudne, ale to z czasem się zmieni. Jeśli przeczytacie ten, to bardzo prosiłabym o jakiś komentarz, który da mi odpowiedź, czy jest sens dodawać następne rozdziały. Jutro wyjeżdżam za granicę na tydzień i niestety nie będę mogła dodawać nowych rozdziałów.
Z góry przepraszam za błędy. Miłego czytania! :)
Just tryin' to kill the pain.
~ Z perspektywy Jess ~
Obudziłam się ze strasznym bólem
głowy. Ten ból nie równał się z okropnością, jakiej doznawałam. Kiedy tylko
wspominałam wczorajszy dzień, czułam jak moje serce, rozdziera się na strzępki.
Nie mogło to do mnie dotrzeć. To było coś, czego w żaden sposób nie mogłam
zrozumieć. Kiedy otworzyłam powoli posklejane od płaczu oczy, zdałam sobie
sprawę, że nie leżę w łóżku sama, a z Michaelem, który nucił, moją ulubioną
piosenkę. Nie chciałam obudzić się w pustym domu i naprawdę byłam mu wdzięczna,
że był ze mną. Kiedy spostrzegł, że nie śpię, przestał nucić i podniósł się, a
ja razem z nim. Spuściłam nogi na podłogę i wpatrywałam się w nią, opierając
ręce na kolanach.
— Jak się czujesz? — zapytał.
Szczerze? Wydawało mi się, że zadał to pytanie z
grzeczności, bo chyba wiedział, że nie czuje się dobrze.
— Jesteś głodna? — zapytał. Kiedy dotknął mojego policzka,
przeszedł mnie dreszcz. Wzdrygnęłam się, a on odsunął dłoń. Nie chciałam, żeby
myślał, że nie chce, żeby mnie dotykał. Ta cała sytuacja sprawiła, że jakoś nie
czułam się, by normalnie funkcjonować. To tak, jakby ktoś odebrał mi część
odpowiadającą za jakiekolwiek emocje względem drugiej osoby.
— Nie. — odpowiedziałam prawie bezgłośnie. — Kiedy
przyszedłeś?
— Całą noc tu byłem. Nie mogłem cię tak po prostu zostawić.
— odpowiedział. Popatrzyłam przez okno, za którym malował się piękny dzień.
Piękny, lecz nie dla mnie. Kiedy zamknęłam oczy, wyobraziłam sobie moich
rodziców, szczęśliwych i uśmiechniętych. Nie wiedziałam, czy istnieje coś po
śmierci, ale skoro tak, to miałam nadzieję, że są szczęśliwi.
—Życie ma sens? — zapytałam, patrząc na zdjęcie, stojące na
moim biurku. Przypominałam sobie tej najszczęśliwsze chwile, które już nigdy
miały nie wrócić.
— Oczywiście, że tak.
— Skoro tak, to, dlaczego oni Michael? Dlaczego oni musieli
odejść? Jest tyle morderców, gwałcicieli, którzy krzywdzą ludzi i nikt ich nie
ukarze.— powiedziałam, czując łzy, które zebrały się w moich oczach.
— Jess posłuchaj.. — zaczął, klękając przede mną. Ujął moja
twarz w swych dłoniach i spojrzał w oczy.— wiem, że to trudne i że cierpisz.
Rozumiem to doskonale, że chciałabyś być z nimi, ale nic na to nie poradzimy. -
z każdym jego słowem, traciłam nerwy i czułam, jak rozklejam się jeszcze
bardziej.
— Zostałam sama Michael, sama. — wykrztusiłam.
— Nie zostałaś. Jestem z Tobą i zawsze będę. — odpowiedział,
mocno mnie przytulając.
Czułam, jak moje oczy puchną od płaczu. Nie mogłam zatrzymać
niczego, nawet czasu. Chciałam, okropnie chciałam cofnąć to wszystko i pobyć,
choć ostatnie chwile z nimi. Poczułam się strasznie z myślą, że już nigdy nie
poczuje ich miłości i ciepła, jaką mnie otaczali. Najgorsze było to, że nie
pożegnałam się z nimi. Nie powiedziałam, jak bardzo ich kocham. To bolało mnie
najbardziej. Kiedy się trochę uspokoiłam, oderwałam się od Michaela. Wytarł mi
mokre policzki, patrząc na mnie ze współczuciem.
— Nie martw się, wszystko się jakoś ułoży. Obiecuje.—
powiedział, podnosząc lekko kącik ust. Bardzo chciałam, żeby miał racje.
Żeby oczyścić myśli i ogarnąć się, chociaż trochę poszłam do
łazienki, by wziąć prysznic. Kiedy stanęłam przed lustrem, miałam ochotę
krzyczeć. Oparłam ręce o umywalkę i popatrzyłam sobie prosto w oczy mojego
odbicie. Byłam wściekła. W mojej głowie zebrała się nagła złość. Chciałam zabić
ten ból, który wypełniał moje serce i umysł.
Mogłam jechać i być razem z nimi. Umrzeć razem z nimi. Teraz
byłam sierotą. Chwyciłam się za głowę i chodziłam w kółko, nadal płacząc. W
mojej głowie pojawiło się pytanie:, „Co teraz?". Jakoś nie mogłam sobie
wyobrazić życia bez rodziców, ale teraz musiałam przyzwyczajać, się żyć bez
nich.
~ Z perspektywy Michaela ~
Kiedy Jess poszła do łazienki,
udałem się na dół do kuchni, by przygotować choćby coś do picia. Wiedziałem, że
robienie jakiegokolwiek śniadania nic nie da. Wziąłem kubek z napojem i
zaniosłem na stolik. Usiadłem na kanapie i zacząłem zastanawiać się nad sensem
życia i śmierci. Nigdy nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na to, dlaczego tak
jest. Rodzimy się, a potem umieramy a dalej? Nie wiadomo. Znałem śmierć. Była
blisko mnie. Wybrałem się razem z bratem i przyjaciółmi na narty wodne. Właśnie
tego dnia poznałem śmierć, którą przeżyłem. Czułem błogość, spokój i ciepło.
Wiedziałem, że nic nie może mi się stać. W tamtej chwili było mi już wszystko
jedno, ale fakt, że przeżyłem śmierć kliniczna, umocnił mnie w wierze.
Przeżyłem, żeby zrobić coś, dzięki czemu pozna mnie świat. Pokaże, co jest
dobre a co złe i właśnie starałem się tak myśleć po tym wypadku, ale teraz to
było zupełnie coś innego. Rodzice Jess zmarli. Odeszli na zawsze i właśnie w to
jakoś nie mogłem uwierzyć podobnie jak ona.
Kiedy Jess przyszła do salonu wyglądała lepiej, choć po jej
zachowaniu mogłem stwierdzić, że tak za bardzo nie jest. Usiadła obok mnie,
podparła głowę rękami i westchnęła cicho.
— Lepiej się czujesz? — zapytałem.
— Nie.— odpowiedziała. Przez chwile siedzieliśmy w ciszy,
która dudniła mi niemiłosiernie w uszach. Zastanawiałem się, co mogłoby jej
poprawić humor, chociaż trochę.
Siedziała i patrzyła w stronę drzwi. Tak jakby czekała na
to, że jej rodzice zaraz wejdą do domu, ale to było na nic. Kiedy popatrzyła na
mnie, uśmiechnęła się lekko, chcąc chyba pokazać, że nie jest tak źle, ale nie
byłem głupi i wiedziałem, że to nie jest uśmiech szczęścia.
— Słuchaj Jess nie masz tu pewnie żadnej rodziny i chce,
żebyś zamieszkała razem z nami. Z moją rodziną.— powiedziałem, trzymając ją za
rękę. Przez chwile patrzyła na mnie, nic nie mówiąc. Wiedziałem, że się
zastanawia i czekałem tylko na jej odpowiedzieć. Bardzo chciałem by ze mną
zamieszkała i wiedziałem, że moja matka, jak i rodzeństwo się zgodzą.
— Michael, ale ja nie chce, być dodatkowym problemem.—
powiedziała, patrząc w podłogę.
— Nie będziesz.— odpowiedziałem, mając w duchu nadzieje, że
się zgodzi. Do drzwi zadzwonił dzwonek, więc wstałem i ruszyłem do nich.
Kiedy otworzyłem drzwi, zobaczyłem jakąś kobietę mniej
więcej po trzydziestce ubraną w granatową sukienkę i okularami
przeciwsłonecznymi na nosie. Kiedy mnie zobaczyła, ściągnęła okulary, zdziwiła
się i spojrzała jeszcze raz na numer domu.
— A ty to, kto? — zapytała, objeżdżając mnie wzrokiem. Nie
wiedziałem, kim jest ta kobieta i również bylem zdziwiony. Stałem, jak kołek
nie wiedząc, co zrobić. Jess podeszła do mnie i popatrzyła na kobietę.
— Tu jesteś! Już myślałam, że pomyliłam adres. — powiedziała
i weszła do środka. Popatrzyłem zdziwiony na Jess a ona tylko wzruszyła
ramionami. Czułem się jak debil.
— Kto to jest? — szepnąłem do Jess.
— Moja ciotka.
Czyli jednak miała jeszcze jakąś rodzinę. Z jednej strony
cieszyłem się, że ma kogoś bliskiego, ale z drugiej strony to mogło oznaczać,
że Jess nie zamieszka ze mną.
— No ale co ty tu robisz? — zapytała Jess.
— No jak to co? Przyjechałam na pogrzeb, nie? —
odpowiedziała kobieta. — A tak poza tym no cóż, kochana jesteś teraz pod moją
opieką.
— Tylko do dnia, w którym wyjedziesz..
— Otóż nie, kochanie. Przejęłam nad tobą opiekę.
— Że co?! — krzyknęła Bell. Po jej reakcji stwierdziłem, że
nic gorszego nie mogło się stać.
— Właśnie to! A ty? Kim jesteś? — zapytała podniesionym
głosem.
— Michael, jestem..— zacząłem. Kobieta podeszła do mnie i
zaczęła mnie wyganiać.
— No dobra, dobra. Już spadaj do siebie! — krzyknęła.
Wypchnęła mnie na zewnątrz i dosłownie zatrzasnęła mi drzwi
przed nosem. Stałem chwile jak jakiś tępak, zastanawiając się, co to było. W
końcu ruszyłem do siebie. Byłem zdziwiony, że kobieta może się tak zachować.
Powiem szczerze, że to mnie zezłościło. Nie dość, że zostałem wyrzucony, to
jeszcze okazało się, że jednak na zamieszkanie z nami Jess są małe, a nawet
bardzo małe szanse.
Kurwa mać!
Wszedłem do domu i trzasnąłem drzwiami ze złości.
Skierowałem się do kuchni, gdzie była moja siostra Joan i matka.
— I co? Jak ona się czuje? — zapytała mama, krojąc sałatę.
Wziąłem szklankę i nalałem do niej wody. Nie wiem dlaczego, ale żebraka się we
mnie jakaś nagła złość, której nie mogłem powstrzymać.
— A jak ma się czuć?! — krzyknąłem. Kiedy popatrzyłem na ich
zdziwione twarze, postanowiłem trochę ochłonąć. Oparłem się o stół i wziąłem
głęboki oddech, powoli wypuszczając powietrze. Czułem się głupio, bo krzyknąłem
bez powodu.
— Przepraszam.
— No to teraz spokojnie powiedz, co się stało.— powiedziała
moja siostra.
— Przyszła jakaś kobieta okazało się, że to ciotka Jess,
która podobno ma być jej prawnym opiekunem. Wyrzuciła mnie za drzwi. — powiedziałem,
denerwując się coraz bardziej z każdym następnym słowem, które wymawiałem.
— Michael spokojnie. — powiedziała Joan. Nie mogłem się
uspokoić. Rozsadzało mnie od środka, tylko nie wiedziałem dokładnie co.
— No, ale dlaczego się tak denerwujesz? — zapytała mama.
— Skoro jest jej prawnym opiekunem, to będzie z nią
mieszkać, czyli, że Jess nie zamieszka z nami. — powiedziałem szybko. Mama
westchnęła głośno, a siostra wróciła do krojenia marchewki. Nie wiedziałem, o
co im chodzi. Czułem się przy nich głupio.
— Michael skoro jest jej prawnym opiekunem, to ma prawo
decydować. Przecież będzie tu nadal mieszkać, tylko że z ciotką, wiec?
Moja mama jak zwykle miała rację. Przecież Jess cały czas
byłaby w Seattle razem ze mną.
— Masz racje, przepraszam. — powiedziałem spokojnie.
Poszedłem do swojego pokoju. Położyłem się na łóżku i myślałem o tej całej
sytuacji.
~ Z perspektywy Jess ~
Stałam jak głupia, patrząc na to,
jak ciotka wyrzuca z domu Michaela. Nie miałam pojęcia czy to jakiś żart, że
się tu zjawiła. Zachowywała się jakby była u siebie.
— Jakim prawem wyrzucasz go za drzwi?!
— Żeby nam nie przeszkadzał.
— Możesz mi powtórzyć to, co przed chwilą powiedziałaś? —
zapytałam. Popatrzyła na mnie, bezczelnie się uśmiechając.
— Jestem teraz twoim prawnym opiekunem.
— Nie. To chyba jakiś żart! — powiedziałam, chodząc w kółko.
— Niestety nie i teraz jesteś pod moją opieką, wiec nie
kombinuj. — odpowiedziała, rozkładając się na kanapie jak jakaś pańcia, którą i
tak była. Popatrzyłam na nią z chęcią mordu.
Nienawidziłam jej od dziecka. Widziałam ją jakieś trzy? Może
cztery razy w życiu, ale zawsze zachowywała się jak suka w stosunku do mnie, a
teraz miała być jeszcze moim opiekunem. To było nieprawdopodobne.
Usiadłam na parapecie okna, nie mogąc jakoś przyswoić sobie
tej informacji.
— Byłam w urzędzie i załatwiłam wszystko. Jutro pojedziemy
nad odczytanie testamentu twoich rodziców, a pojutrze będzie pogrzeb, wiec się
przygotuj. — powiedziała i zaczęła się rozglądać. Wydawało mi się, że liczy
każdą rzecz, jaka była w salonie. Miałam tylko nadzieje, że niczego nie
planuje.
Wstałam zdenerwowana i poszłam do siebie. Zamknęłam drzwi,
usiadłam na podłodze i oparłam się o nie. Tego było już za dużo. Czułam się
przytłoczona i nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Fakt, że ciotka
miała zostać moim prawnym opiekunem, nie wydawał mi się do końca prawdziwy. Nie
mogłam uwierzyć, że rodzice zapisaliby, że w razie ich śmierci to właśnie
ciotka Agnes zostaje moim opiekunem. To było śmieszne.

Podobnie, jak poprzednio. Trochę literówek i multum błędów, jeśli idzie o przecinki. Mam nadzieję, że to wypracujesz. Momentami szwankuje też składnia. No i ta akcja. Zwolnij trochę, hah.
OdpowiedzUsuńHej, zaczynam komentowanie od tego rozdziału, bo poprzedni już czytałam i osobiście wysłałam Ci swoją opinię, więc wiesz, co o nim sądzę. Przejdźmy zatem do kolejnego.
OdpowiedzUsuńCzytając ten rozdział odniosłam trochę wrażenie, że najbardziej starasz się, pisząc początek, a im dalej, tym mniej. Oznacza to, że na samym początku czytało mi się bardzo przyjemnie i się wciągnęłam, a za to, gdy skończyłam, odczucia nie były już tak pozytywne. Staraj się, żeby całość rozdziału była na równym poziomie i żeby nie zdawało się, że dopisujesz coś na siłę.
Tak jak już wspominałam, największym atutem u Ciebie jest styl i możliwość łatwego wczucia się w sytuacje, wyobrażenia jej sobie. Pod tym względem najlepiej wyszła Ci pierwsza perspektywa Jess i początek perspektywy Duffa.
Jest jednak sporo rzeczy, na którymi musisz popracować. Po pierwsze, jak napisała wyżej Rocket Queen, literówki, przecinki i bardzo utrudniające czytanie błędy składniowe, przez które czasami jedno zdanie trzeba powtarzać po kilka razy, by zrozumieć, o co chodzi. Po drugie szata graficzna - akapity i wyjustowanie. Wtedy tekst wygląda o wiele ładniej i schludniej.
Cieszę się, że przy dialogach po drugim myślniku zaczęłaś stawiać małą literę, tak jak mówiłam. Nie powinnaś jednak stawiać kropki po wypowiedzi bohatera np. "— Masz racje, przepraszam — powiedziałem spokojnie."
Ogólnie wydaje mi się, że treściowo powinnaś popracować właśnie nad dialogami, bo one nadal stanowią tutaj najsłabszy punkt. Postaraj się, żeby były bardziej realistyczne i dopasowane do sytuacji. Przykładowo wypowiedzi tej ciotki są moim zdaniem przekoloryzowane. Podobnie z resztą jak cała jej postać.
Am, no i takiego zostania opiekunem prawnym nie załatwia się w urzędzie. Do tego potrzebny jest sąd. Więc jest to i tak praktycznie niemożliwe, żeby udało jej się załatwić coś takiego dzień po śmierci rodziców Jess.
Mimo wszystko nie poddawaj się, bo tak jak wcześniej mówiłam - masz potencjał. Potrzeba po prostu trochę pracy.
Serdecznie pozdrawiam. :*