poniedziałek, 15 sierpnia 2016

• Rozdział Piąty •


Siemaneczko!



Witam Was po raz kolejny!
 Dziękuje za wyświetlenia, komentarz, a także za pomoc przy tekście.


Miłego czytania! :)


There is no doubt, you're in my heart now








 

~ Z perspektywy Jess ~



Obudziłam się dość wcześnie. Musiałam poukładać sobie wszystko na nowo. Miałam rozpocząć nowy rozdział bez rodziców. Nie mogłam zatrzymać pędzącego czasu. Siedziałam na łóżku ze zdjęciami, rozmyślając nad tym, co powinnam zrobić. Czułam się spokojna. Zdawało mi się, że wszystkie problemy zniknęły z mojego życia w ciągu jednego dnia. Wszystkie to może zbyt wiele powiedziane, ale z pewnością te najcięższe.  Pomimo tego, gdzieś w sobie czułam, że to wydarzenie na zawsze pozostawiło ogromny ślad w moim sercu.
Kiedy wybiła dwunasta, wzięłam czystą bieliznę i udałam się do łazienki. W domu było cicho, jednakże moje kroki spowodowały, iż skrzypiące panele dały o sobie znać. Odnosiłam wrażenie, jakby nieobecność ciotki w ogóle mi nie przeszkadzała. Miałam szczerą nadzieję, że wyjechała, wróciła do siebie i w końcu zostawiła mnie w spokoju. Na samą myśl o takim rozwoju spraw, na mojej twarzy pojawił się niepozorny uśmieszek.
Weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę. Gdy stałam pod ciepłym strumieniem, który obmywał moje ciało, czułam, jakby negatywne emocje, które przejmowały nade mną kontrolę przez ostatnie dni, ulatniały się  wraz z parującą wodą. Nie odczuwałam już tego potwornego bólu, który dominował w moim życiu ostatnimi czasy. Wiedziałam, że już nigdy się nie pogodzę się z utratą rodziców, lecz wiedziałam, że nie będę w stanie normalnie funkcjonować, jeśli będę myśleć o ich śmierci przez cały czas.
Gdy skończyłam się myć, ubrałam bieliznę i wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafy białą koszulkę i potargane dżinsy. Ubrałam je i wróciłam do łazienki. Stałam przed lustrem i uważnie ściągałam bandaż z ręki. Obawiałam się, że rana będzie wyglądać tragicznie, ale na szczęście tak nie było. Obmyłam delikatnie dłoń  i znów założyłam opatrunek. Rozczesując włosy, zastanawiałam się, co przyniesie dzisiejszy dzień. Nastała środa. Nie zamierzałam wracać do szkoły do końca tego tygodnia. Wiedziałam, że ominą mnie sprawdziany, ale nie obchodziło mnie to. Chciałam spokojnie przebrnąć przez okres, który, jak dotychczas, był najgorszym w moim życiu.
Kiedy zrobiłam się głodna, zeszłam na dół do kuchni. Otworzyłam lodówkę i chwilę przed nią stałam zastanawiając się, co zjeść. W końcu zdecydowałam się na kanapki z serem. Szybko je zrobiłam i poszłam z talerzem do salonu. Przerażała mnie ta cisza, która wręcz dudniła mi w uszach, więc włączyłam telewizor. Przeskakiwałam z kanału na kanał, aż w końcu zostawiłam na jakiejś komedii. Pomyślałam, że może oglądając ją, trochę się rozluźnię.

 ~ Z perspektywy Michaela ~

Siedzieliśmy razem z Andym na historii, na której oglądaliśmy jakiś film. Zdecydowanie nie był to mój ulubiony przedmiot, lecz sam fakt, iż stanowił on ostatnią godzinę lekcyjną tego dnia, znacznie poprawiał mi humor. Chciałem jak najszybciej wyjść ze szkoły i spotkać się z Bell. Nie wiedziałem jeszcze, co będziemy robić i gdzie pójdziemy, ale miałem nadzieję, że uda mi się poprawić jej humor.
— Dzisiaj u Bena jest impreza, podobno będzie miał jakiś towar. Idziesz, no nie? – zapytał Andy. Przez chwilę zastanawiałem się, co mu odpowiedzieć. Miałem już plany na ten dzień i nie chciałem ich zmieniać.
— Nie.
— Ej no to, kurwa, sam pójdę? — zapytał zawiedzionym tonem.
— No, wybacz stary, ale jestem umówiony z Jess.
— Ok, przeżyję.
— Czy kolegom w ostatniej ławce się nudzi? — zapytał nagle nauczyciel.
— Nie. – odpowiedział Andy.
Zaśmiałem się tylko i wróciliśmy do oglądania filmu. Wiedziałem, że Andy był zdenerwowany tym, że nie idę razem z nim. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że zaniedbuje ostatnio przyjaciela, ale chciałem, żeby też zrozumiał, że w życiu nie liczą się tylko imprezy.
Kiedy zadzwonił dzwonek, wszyscy wylecieli z klasy jak poparzeni. Pożegnałem się z Andym i ruszyłem do domu. Pogoda była odpowiednia na spacer, więc pomyślałem, że żal byłoby z niej nie skorzystać.
Po dwudziestu minutach byłem już pod domem. Wszedłem do środka w dobrym humorze.
— Cześć! — krzyknąłem.
— Siemka.—odpowiedziała Joan. Wszedłem po schodach do swojego pokoju i rzuciłem plecak w kąt. Przebrałem się i zszedłem na dół. Poszedłem do kuchni, wyciągnąłem z lodówki sok i poszedłem do salonu.
— Nie masz szklanki? — zapytała, a ja pokiwałem przecząco głową.
— Gdzie mama?
— Pojechała na zakupy. — odpowiedziała.
Siedzieliśmy w ciszy przerywanej rykiem telewizora. Nie wiedziałem, co dziewczyny widziały w niektórych filmach, ale postanowiłem się nie odzywać, aż do chwili, w której popatrzyłem na zegarek, który wskazywał drugą godzinę.
— Dobra, ja idę.— powiedziałem, wstając.
— Gdzie? — zapytała Joan.
Przeszedłem przez pokój i włożyłem szybko buty.
— Po Jess.
— Przyjdziecie tu?
— Może. - odpowiedziałem szybko i wyszedłem z domu.
Nie zwlekając, ruszyłem w stronę domu dziewczyny. Po drodze cały czas zastanawiałem się, co zrobić, żeby zapomniała o tych przykrych wydarzeniach. Oczywiście wiedziałem, że od razu i na siłę nic nie zdziałam, ale chęci też się liczą.
Po pięciu minutach byłem już przed jej domem. Czułem się trochę zdenerwowany. Bałem się, że znów zostanę wyrzucony przez tę starszą kobietę. Na podjeździe nie było jednak samochodu, więc pomyślałem, że nie ma się, o co martwić. Zadzwoniłem do drzwi, które po chwili otworzyła mi czarnowłosa.
— Tak wiem, spóźniłem się, ale tylko trochę. — powiedziałem. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, co bardzo mnie ucieszyło. Wszedłem do środka i przytuliłem ją bardzo mocno. Jej słodki zapach po prostu mnie przyciągał.
— Jak się czujesz? — zapytałem, patrząc jej w oczy. Dziewczyna westchnęła i spuściła wzrok w dół.
— Nie jest źle. Szczerze mówiąc, jest całkiem dobrze. – oznajmiła , uśmiechając się od ucha do ucha.
— To dobrze. Jesteś sama?
— Tak, ciotka już chyba wyjechała. A przynajmniej mam taką nadzieję. — odpowiedziała, zanosząc talerz do kuchni.
— Ja też. — przytaknąłem.
— Pójdę tylko po sweter i zaraz wyjdziemy, ok? — zapytała, stając na schodach. Uśmiechnąłem się i pokiwałem twierdząco głową.
Stałem z rękami w kieszeni, rozglądając się wokół. Czułem się dziwnie. W domu Jess zawsze panowała tam ciepła atmosfera, jednak od śmierci jej rodziców to wnętrze stało się zimne i ponure.
Po chwili z góry zeszła Jess w czarnym i puchatym swetrze. Uśmiechnąłem się i otworzyłem przed nią drzwi.
— Gdzie idziemy? — zapytała. Gdy zamykała drzwi na klucz, zauważyłem, że ma zawiniętą rękę.
— Co ci się stało? — zapytałem. Szatynka spojrzała na nią zakłopotana.
— Nic takiego.
Kiedy mi odpowiedziała, czułem, że to mimo wszystko nie jest „nic takiego”. Bałem się, że zaczęła się ciąć, lub coś gorszego. Nigdy nie widziałem w tym sensu, by robić sobie blizny. Spojrzałem na nią z poważną miną.
— A tak naprawdę? Chyba mi nie powiesz, że się tniesz?!
Dziewczyna spojrzała na mnie jak na wariata i się zaśmiała.
— Co? Pewnie, że nie. Stłukłam wczoraj szklankę, no i... sam widzisz. – odpowiedziała, pokazując rękę. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i uśmiechnąłem się szeroko. Ulżyło mi, gdy to wyjaśniła. Ufałem jej i nie mogłem sobie wyobrazić nawet tego, że mogłaby się okaleczać, lecz wiedziałem, że śmierć jej rodziców mogła spowodować załamanie psychiczne, przez które mogłaby to robić.
— To gdzie idziemy? — zapytała po chwili. Westchnąłem cicho i podrapałem się po głowie.
— Wiesz co...  sam nie wiem. – powiedziałem zmieszany. Bell wywróciła oczami i lekko się uśmiechnęła, posyłając mi całusa w policzek. Wziąłem ją za rękę i ruszyliśmy. Cieszyłem się, że widzę ją w tak dobrym humorze. Doskonale widziałem, że to jeszcze nie jest ta sama Jess, ale i tak wyglądała dużo lepiej, niż wcześniej.
Szliśmy w ciszy, która z każdym krokiem zaczynała coraz bardziej mnie irytować. Dawniej potrafiliśmy rozmawiać o różnych błahostkach życia codziennego, lecz teraz nie wiedziałem co powiedzieć, by jej nie urazić.
— Piękny dzień. —westchnęła, biorąc głęboki wdech.
— Jak na koniec listopada, to prawda, całkiem ładny.
Nasza rozmowa była nienaturalna. Rozmawiać o pogodzie? To całkiem bez sensu.

 ~ Z perspektywy Jess ~

Kiedy szliśmy przez park w kompletnej ciszy, zastanawiałam się nad swoim zachowaniem. Ten dzień miał być odskocznią i początkiem szczęścia, lecz nie mogłam jakoś znaleźć dobrego tematu, który by mnie rozweselił. Wyczuwałam również, że nawet Michael do końca nie wiedział, co mówić.
Usiedliśmy na ławce. Przytuliłam się do niego, wsłuchując się w jego spokojny oddech i bicie serca. Zamknęłam oczy i przestałam myśleć o smutku. Zrozumiałam, że jeśli będę tym żyć, to nigdy nie odzyskam pozytywnego nastawienia do życia. W tym momencie coś do mnie wróciło. Coś, co mi mówiło, że mam przestać myśleć i po prostu zacząć normalnie żyć. Otworzyłam oczy i spojrzałam przed siebie. Cały park ozdobiony był jesiennymi kolorami. Po trawie biegały małe dzieci, rozrzucają liście. Wokół mnie panowała pozytywna energia, więc dlaczego miałam sama odbierać sobie to szczęście? Popatrzyłam na Michaela i poczułam, że smutek odchodzi. Byłam w objęciach osoby wspierającej mnie z całych sił i to było najważniejsze w tamtej chwili.
— Cieszę się, że jesteś ze mną. — powiedziałam z uśmiechem.
— Wiesz, że zawsze będę. — odpowiedział, całując mnie w czoło. Bardzo mocno wyczuwałam tę troskę, którą mnie otaczał.
Kiedy tak siedzieliśmy, nagle z nieba zaczął padać deszcz.
— Teraz? Naprawdę? – zagadnął, podnosząc ręce do góry. Zaczęłam się głośno śmiać. — Śmieszy cię to? — zapytał z uśmiechem.
— Tak! – krzyknęłam, nie przestając się śmiać. Tego właśnie mi brakowało. Pozytywnego nastawienia w nieprzewidywanych sytuacjach. Deszcz padał coraz mocniej. Michael pociągnął mnie za rękę i zaczęliśmy biec. Uśmiech nie schodził z naszych twarzy i nie chciałam, żeby tak się stało. Nie obchodził mnie deszcz, nie obchodziło mnie to, że zmoknę. Obchodziło mnie to, że jest ze mną Michael i że nareszcie mogę się śmiać.
Gdy dobiegliśmy do jego domu, byliśmy okropnie przemoczeni. Stanęliśmy pod drzwiami i spojrzeliśmy na siebie.
Nagle wszystko się zatrzymało. Patrzyliśmy głęboko w swoje oczy, a wokół nas nie było niczego. Michael subtelnie dotknął mojego policzka. Gdy zbliżaliśmy się twarzami do siebie, moje serce przyspieszało. Czułam, że właśnie tej bliskości mi brakowało. Zamknęłam oczy i czułam jak moje usta dotykają jego nieziemsko ciepłych warg. To była chwila, której nie chciałam kończyć. Zaplotłam ręce na jego karku, a on uniósł mnie w powietrzu. Po chwili jeden całus zamienił się w wiele namiętnych pocałunków. Gdy zabrakło nam tchu, popatrzyliśmy na siebie z uśmiechem. W jego oczach widziałam iskierkę wielkiego szczęścia, którym emanował.
— Odzyskałem cię..—szepnął, całując mnie w policzek. Kiedy to powiedział, w moim sercu rozpalił się jakiś ogienek. Wiedziałam, że nie ma już we mnie smutku i dobrze było mi z myślą, że Michael to widzi.
Weszliśmy do ciepłego domu, w którym słychać było śmiech dziewczyn. Kiedy ściągaliśmy bluzy, przyszła Joan. Na jej twarzy widniał dziwny, cwaniacki uśmieszek. Zmarszczyłam brwi, patrząc na nią.
— No, co? — zapytałam.
— Widziałam... oj, widziałam i bardzo się z tego powodu cieszę. – powiedziała podekscytowana. Zawstydziłam się i założyłam pasmo mokrych włosów za ucho.
— Echem.. dobra, znikaj z tymi swoimi uśmieszkami. – rzucił Michael.
— Ta... Chciałbyś... – odpowiedziała.
Michael wziął mnie za rękę i poszliśmy razem do kuchni, gdzie była jego matka i reszta sióstr.
— Dzień dobry. — powiedziałam.
— Ooo! Jessie, kochanie. – zaczęła kobieta, podchodząc i przytulając mnie. – Jak się czujesz?
— Ymm. Dobrze, dziękuje. – zapewniłam. Usiadłam przy stole obok Carol, która malowała paznokcie.
— Zaraz kolacja. — zakomunikowała wszystkim pani McKagan.
Do kuchni weszła Claudia – jedna z sióstr Michaela. Kiedy mnie zobaczyła, na jej twarzy pojawiło się zakłopotanie i obrzydzenie. Nie przepadała za mną i, prawdę mówiąc, nie wiedziałam, dlaczego tak jest. Z każdym członkiem ich rodziny dogadywałam się bardzo dobrze, lecz z Claudią nie potrafiłam znaleźć wspólnego języka. Jej niechęć i nienawiść do mojej osoby pojawiła się w chwili, w której zbliżyłam się do Michaela. Byłyśmy przyjaciółkami, lecz to ot, tak się zmieniło. Próbowałam z nią kilka razy pogadać, ale wszystko na darmo. Zaczęłam sobie tłumaczyć, że jej nastawienie do mnie miało uświadomić mnie  w tym, że nie chce, abym kradła jej brata.


~ Z perspektywy Michaela ~

Kiedy przyszła Claudia, byłem pewny, że będzie dokuczać Jess. Nie wiedziałem, o co chodzi mojej siostrze. Zachowywała się naprawdę paskudnie w stosunku do szatynki. Kiedyś była cudowną siostrą, ale gdy dowiedziała się o naszym związku, zmieniła nastawienie zarówno do mnie, jak i do czarnowłosej. Od tamtej chwili w naszym domu cały czas zaogniały się kłótnie pomiędzy mną a moją siostrą.
— A ty co? Domu nie masz? – zapytała z odrazą, nalewając sobie wody do szklanki. Zmierzyłem ją nienawistnym spojrzeniem.
— Claudia nie zaczynaj..—skarciła ją mama, stawiając talerze z kolacją na stole.
— Ja? Przecież nic nie robię. Chcę się tylko dowiedzieć czy ta wywłoka, nie ma swojej rodziny, u której mogłaby się żywić.
Nerwy z każdym jej słowem mnie opuszczały. Próbowałem zachować spokój, ale niektóre uwagi mojej siostry były absolutnie nie na miejscu.
— Możesz się zamknąć? — zapytałem. – Nikt nie będzie jej zabraniał tu siedzieć, czy nawet jeść. To nie jest twoja sprawa, więc jeśli nie chcesz siedzieć w naszym towarzystwie, to po prostu wyjdź! – powiedziałem, podnosząc głos.
— Ja mam wyjść? Śmieszny jesteś. – powiedziała, opierając się o stół. – Co? Rodzice cię z domu wyrzucili biedaczku? – zapytała przesłodzonym głosem. Jess nie odpowiedziała, podobnie jak żadne z nas. – Ojej… jak przykro…
Claudia nie wiedziała o śmierci rodziców szatynki. Przez cały ten czas była na jakiejś kolonii i żałowałem tego, że nie została tam jeszcze dłużej.
— Możesz się, do cholery, zamknąć?! — krzyknąłem, nie mogąc powstrzymać w sobie tej złości, która zaczynała ogarniać mój umysł.
— Pff… Nie wiem, jak ty możesz z nią być…
Patrząc na Jess, nie wiedziałem, co powinienem zrobić. Wiedziałem, że słowa blondynki ją zabolały.
— Claudia... Rozumiem, że mnie nie lubisz, ale nie musisz tego przez cały czas okazywać. – powiedziała szatynka.
— Dobra! Daruj sobie. – odpowiedziała z nienawiścią.
— Claudia uspokój się natychmiast i siadaj do kolacji! — krzyknęła mama.
— Nie mam zamiaru jeść przy jednym stole razem z nią. – odpowiedziała i wyszła z kuchni. Zapanowała niekomfortowa cisza. Moja mama była zakłopotana. Usiadła przy stole i popatrzyła ze smutną miną na czarnowłosą.
— Przepraszam cię za nią, zupełnie nie wiem, dlaczego tak reaguje.
— W porządku. — odparła dziewczyna, posyłając mojej rodzicielce słaby uśmiech.
— Słuchaj młoda… Nie przejmuj się nią. Ma coś z głową. – powiedziała niespodziewanie Carol i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Mama, co prawda, nie była zadowolona, że mówimy tak o własnej siostrze, ale nie skomentowała ani słowem naszego wybuchu. Kiedy rozpoczęliśmy spożywanie posiłku, atmosfera znacznie się rozluźniła, choć po zachowaniu Jess widziałem, że bardzo przejęła się tym wszystkim.
— Co u cioci? Zamieszkała z tobą? – zapytała moja mama z uśmiechem.
— Nie widziałam jej od rana, a to chyba znaczy, że wyjechała.
— No, ale jak to? Przecież nie mogła zostawić cię samej. — rzuciła ze zdziwieniem kobieta.
Jess wzruszyła ramionami i powróciła do swoich myśli. W sumie to było trochę dziwne, że dzień po pogrzebie jej ciotka tak po prostu zniknęła.
Po kolacji wyszliśmy z domu. Chciałem pobyć ze swoją dziewczyną sam na sam, z dala od rodziny i nieprzyjemnych kwestii, które wzniecała moja siostra.
— Jess, skarbie, przepraszam cię za tę idiotkę. Nie wiem, co jej strzeliło do głowy. – powiedziałem, czując się trochę głupio.
— Powiedziała to, co chciała. Wiem, że mnie nie lubi. – westchnęła ze zrezygnowaniem.
— Ale czasami mogłaby trzymać język za zębami.
– Nie rozmawiajmy o niej. – odpowiedziała spokojnie, choć wiedziałem, że nieco się poddenerwowała.


~ Z perspektywy Jess ~

Zaczynało się już powoli ściemniać. Pokonaliśmy drogę w ciągu kilku minut. Doskonale wiedziałam, gdzie idziemy. Było to wysokie wzgórze otoczone drzewami, ukazujące całe miasto. Zawsze przychodziliśmy tam razem, porozmawiać lub podelektować się swoją obecnością w ciszy. To było najlepsze miejsce, by odciąć się od zgiełku miasta i ludzi. Nikt oprócz nas nie znał tego miejsca i w spokoju mogliśmy przesiadywać tam całe dnie.
Gdy byliśmy już na miejscu, usiedliśmy na skale, tuląc się do siebie. Przed nami rozciągała się piękna panorama miasta. Światła rozświetlały ulice i różne zakątki Seattle.
— Mógłbym siedzieć tu całą noc. — powiedział.
— A jakby zaczęło lać?
— To trudno. — zaśmiał się.
Wtuliłam się w chłopaka i zaczęłam zastanawiać się nad przyszłością. Wszystko w moich oczach było duże. Nie wiedziałam, co przyniosą kolejne dni, miesiące czy lata. Chciałam ułożyć sobie życie razem z nim. Z facetem, który bez względu na wszystko jest zawsze ze mną.
Na niebie pojawiły się gwiazdy i księżyc, który królował na granatowym tle. Czułam się niebiańsko. Problemy, z którymi toczyłam wojnę, zniknęły i pozwoliły mi normalnie żyć.
— Zobacz, spadająca gwiazda. — powiedział Michael, pokazując palcem smugę światła, która leciała po niebie, pięknie przy tym błyszcząc. – Pomyśl życzenie.
Zamknęłam oczy i powtórzyłam sobie kilka razy moje pragnienie.
— Jakie miałaś życzenie? — zapytał po chwili ciszy.
 Nie powiem ci, bo się nie spełni. – odpowiedziałam, śmiejąc się do niego. Michael wywrócił oczami i pocałował mnie w policzek.
— No nie bądź taka… powiedz.
Uśmiechnęłam się szeroko i popatrzyłam w niebo. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że popełniłam błąd, mówiąc mu to.
— No dobrze. Chciałabym tu zostać na zawsze.
— Tu?
— W Seattle. — odpowiedziałam, patrząc mu w oczy. – Razem z tobą.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i pokiwał głową.
— A gdybym wyjechał?
— Gdzie?
— Nie wiem… do Los Angeles? — zapytał. Wiele razy mi mówił, że chce tam wyjechać i zrobić coś z własnym życiem.
— To też bym wyjechała. — odpowiedziałam z uśmiechem. - A ty? Czego sobie życzyłeś?
— Nie życzyłem sobie więcej niż mam. Chciałbym po prostu być z tobą przez cały czas.
Dotknął delikatnie mojego policzka i musnął z uczuciem moje usta. W tej chwili wiedziałam już, że nic nie może nas złamać. Razem dawaliśmy sobie świetnie radę. Podtrzymywaliśmy się oboje na duchu, bo wiedzieliśmy, że problemy i kłopoty codziennego życia nie mają żadnego wpływu, jeśli ufamy sobie nawzajem i wspieramy się z całych sił.
Siedzieliśmy na wzgórzu już od blisko godziny i powietrze zaczynało się robić coraz chłodniejsze. Grudzień zbliżał się wielkimi krokami. Byłam ciekawa, jak będą wyglądać moje pierwsze święta bez rodziców, ale z drugiej strony nie myślałam o tym przez cały czas.
— Jutro, jeżeli się uda, to też gdzieś wyskoczymy. — powiedział, kiedy byliśmy już na mojej ulicy. Nie słuchałam go, bo zafascynował mnie samochód stojący na podjeździe. Zmarszczyłam brwi i patrzyłam cały czas w tamtą stronę. Światła w domu były zapalone, a to znaczyło, że ciotka wróciła.
— Jess słuchasz mnie? – zapytał. Spojrzałam na niego rozkojarzona.
— Ym…eee.. Przepraszam cię, co mówiłeś?
Chłopak zaśmiał się, wystawiając szereg białych zębów.
— Nie ważne, przyjdę jutro. Dobranoc.
Pocałował mnie w policzek i odszedł. Bałam się wejść do domu. Nie wiedziałam, dlaczego ciotki nie było cały dzień i co tutaj robi.
Otworzyłam powoli drzwi i weszłam do środka. Ściągnęłam buty i bluzę, po czym weszłam w głąb domu.
— No, w końcu jesteś. —odezwała się Agnes.
— Co tu robisz? — zapytałam zdziwiona. Kobieta popatrzyła na mnie jak na głupią i wzruszyła ramionami. — Siedzę, gdzie byłaś?
— Nieważne. —machnęłam ręką i poszłam do kuchni po sok.  —A ty, gdzie byłaś przez cały dzień?
— Miałam coś do załatwienia.
— Ach, no to… dobranoc. — rzuciłam na odchodne, kierując się do swojego pokoju.
— Dobranoc.
Nasza rozmowa wydała mi się bardzo dziwna. Agnes ciągle coś załatwiała i nie chciała mi powiedzieć, o co chodzi. Nie interesowały mnie jej sprawy, ale z drugiej strony bardzo mnie ciekawiły. Miałam tylko nadzieję, że niczego nie planuje.













1 komentarz:

  1. Cześć ;) Wpadłam na twojego bloga przypadkowo. Od razu ci muszę powiedzieć, że nie przepadam za Gunsami, zarówno za ich członkami, jak i za ich muzyką, ale trafiłaś w dziesiątkę, bo Duff jest jedynym, którego lubię, :D Chyba właśnie dzięki niemu pofatygowałam się przeczytać wszystkie twoje rozdziały.
    No więc tak. Czyta się bardzo szybko, ale masz trochę problemy z przecinkami i ze składnią, ale już widać dużą poprawę w porównaniu do początku, także wierzę w ciebie :) Wszystkich bohaterów ogarniam, nie mylą mi się. Do Jess nic nie mam, wydaje się być taka cicha, zamknięta w sobie, ale może tak akurat przez śmierć rodziców. To na razie był zresztą główny wątek, więc czekam na więcej. Mimo wszystko strasznie współczuję Jess, spotkała ją wielka tragedia, dziewczyna została sama. No właśnie, ale pojawiła się wredna ciotka. Nie wierzę, że ona rzeczywiście została jej prawną opiekunką, te jej papiery na to muszą być jakieś lewe. Z pewnością czeka na majątek i obskubanie Jess z tego spadku, ale ja mam wrażenie, że ona jeszcze coś innego ma na celu. Czuję, że ma jakąś tajemnicę, że coś ukrywa.
    No i Michael, kochany chłopak. Bardzo kocha Jess i martwi się o nią, był przy niej przez cały czas i wspierał ją. Mam wrażenie, że my go jeszcze do końca nie poznaliśmy. W którymś momencie wspominał też o narkotykach i zastanawiam się, czy Jess o tym wie. Ogólnie są fajną parą, choć coś się zmieniło po śmierci rodziców dziewczyny. Wiadomo, jest przygnębiona i jest jej ciężko, ale rozmawianie z chłopakiem o pogodzie to już trochę taki skrajny punkt. Coś nie gra, ale miejmy nadzieję, że to tylko chwilowe, że z czasem Jess nauczy się żyć ze stratą i między nią a Duffem będzie jak dawniej. Ogólnie bardzo polubiłam tutaj Duffa, jest taki barwny i charyzmatyczny. Twardy facet, ale jednocześnie uczuciowy. Takich to tylko kochać ;)
    Zastanawia mnie też postać Claudii. Może tak po prostu nie przepadać za Jess, ale wydaje mi się, że ma jakiś konkretny powód. Tylko zastanawiam się, dlaczego w momencie kiedy dokuczała Jess, nikt nie uświadomił jej o śmierci jej rodziców, skoro o tym nie wiedziała. Z pewnością Jess bolały te docinki o wyrzuceniu z domu.
    Chętnie bym też poczytała o tym, jak Michael i Jess się poznali, jak zostali parą. Nie wiem, co sobie zaplanowałaś na dalsze rozdziały, ale to taka moja sugestia.
    To chyba na tyle z mojej strony, czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń